GWIAZDY I IDOLE ...Bogowie naszych
czasów?
"Newton nie żyje, Einstein
nie żyje, a mnie także już mdli...!"
Czy nazywają się Einstein, Leonardo
di Caprio, Julia Roberts czy Brad Pitt, Backstreet Boys czy Lady Di,
Elton John, Humphrey Bogart czy też Muhamed Ali - każda epoka ma swoje
gwiazdy, a każda generacja swoich idoli. Nazwiska ubóstwianych ludzi
mogą się zmieniać, lecz liczba tych rozmarzonych widzów przed ekranem
telewizora lub fanów oddychających tym samym powietrzem w salach koncertowych
i na stadionach jest zawsze taka sama - tak jakby podziwianie kogoś
było wrodzoną cechą gatunku ludzkiego.
Bogaty, piękny, sławny
Podziwiamy bogatych, pięknych,
cieszących się powodzeniem i sławą, a także Potężnych, Leonardów,
Diany, Clintonów i jak im tam. Ubóstwiamy ich. Składamy im hołd na
koncertach, ofiarujemy im pieniądze i nasz wolny czas, by być blisko
nich. Odbywamy pielgrzymkę na występ Michaela Jacksona, mdlejemy na
występach Madonny, składamy wieńce na grobie Johna Lennona. Kultura
czy kult? Pytanie tylko po co właściwie to wszystko?
Małe płotki
Przypuszczenie: potajemnie każdy
sam chciałby stanąć na scenie i zbierać owacje albo przebiec swój
dystans przed milionami widzów na stadionie olimpijskim i zwyciężyć.
Chętnie też otrzymalibyśmy część władzy, pieniędzy, blasku i sławy
tych wielkich i potężnych dla siebie - my, którzy jesteśmy tylko małymi
płotkami. I dlatego jeśli mnie osobiście nie zostaje przekazana złota
płyta na tle burzliwych owacji, to przynajmniej włączam telewizor
i odbieram odrobinę tego blasku we własnym mieszkaniu... Przy tym
śnię swój własny egoistyczny sen: >To wszystko i jeszcze duuuuuuuużo
więcej uczyniłbym, gdybym był królem Niemiec <
Lenistwo w narodzie
Zuchwała teza brzmi: jesteśmy
po prostu zbyt leniwi aby uczynić coś z naszego życia i rozwinąć nasze
zdolności. Jest bowiem o wiele wygodniej postawić innych na piedestał,
niż siebie na nogi. Ale właśnie to się opłaca: kto posiada własne
cele i już się czegoś dorobił, kto z siebie i ze swojego życia jest
jako tako zadowolony, nie musi podziwiać ani Gwyneth Paltrow, ani
Toma Cruise'a, ani Michaela Schumachera, którzy zresztą wykonują tylko
swój zawód.
Bruce
Willis dla wszystkich?
Postawienie siebie na nogi nie
oznacza, że musimy naśladować wyglądem i zachowaniem ubóstwiane przez
nas osoby, np. Sylwestra Stallone'a lub Bruce'a Willisa, którzy w
filmach ze strzelbą w ręku i zarypiastymi powiedzonkami na ustach
zabijają wszystkich, którzy wchodzą im w paradę.
Co by było, gdybym najpierw rozważył,
jakie pragnę powziąć cele w moim życiu? Jaki zawód do mnie pasuje,
jak chcę mieszkać i co chcę robić w wolnym czasie? Cele mogą dotyczyć
wspólnego mieszkania: Czy działam swoim współmieszkańcom na nerwy?
Czy żyję według zasady: "Wszystko tylko dla mnie?" Czy też
uczę się być np. tolerancyjnym, szczerym i gotowym do pomocy?
Nie szukajcie bożków ...
"Co mi daje zafascynowanie
bożkami naszych czasów?" pytają młodzi ludzie na spotkaniu "Rozmowy
o Bogu" w Würzburgu. Co się za tym kryje? To jest tzw. ego-zasada:
wszystko dla mnie, płaszczyć się przed wielkimi i rozdawać kopniaki
maluczkim, aby jedni mieli wszystko, a inni prawie nic.
Faktem jednak jest, że ta zasada
funkcjonuje tylko dlatego, że wielu zgadza się z rolą słabszych i
są na tyle głupi, że ich jedynym celem życiowym jest naśladowanie
potężnych. Każdy ma więc wolny wybór - zdecydować się na ego-zasadę
albo na boską zasadę, np. "Co chcesz aby tobie inni czynili,
to uczyń im najpierw", względnie: "Czego nie chcesz aby
tobie czyniono, tego nie czyń innym". To jest droga, która niekoniecznie
prowadzi do "Top Ten" lub na stopnie podium, ale wiedzie
do prawdziwej wspólnoty do wolności, szczęścia, a ostatecznie do Boga.
"Dlatego" - powiedział
prawnik podczas rozmowy o Bogu - "nie szukajcie idoli, nie szukajcie
bogów, szukajcie siebie samych i Boga w sobie".
Gwiezdny raport:
Czy wiesz, że...?
 |
Michael Jackson
- sprzedał 48 mln kopii swego albumu "Thriller".
Za wydanie albumu "History" Jacksona firma
nagraniowa zapłaciła 70 mln marek.
Jedną białą rękawiczkę
Jacksona sprzedano za 49 000 marek. |
| Michael Schumacher
- w wieku 28 lat jest jednym z najbogatszych sportowców
świata. W roku 1996 zawarł dwuletnią umowę z Ferrari
za ponad 98,6 mln marek, a w tym samym roku zarobił
105,6 mln marek. |
 |
 |
Madonna
- Madonna - "Chcę być tak popularna jak Bóg"
- sprzedała 100 mln płyt na całym świecie. Żadna inna
artystka nie sprzedała więcej.
W maju 1994 r. sprzedano
u Christie w Londynie gorset Madonny za "jedyne"
34 000 marek. |
| Elvis
- Rocznie przybywa do jego dawnego miejsca zamieszkania
Graceland ponad 700 000 turystów z całego świata. W
dniu 17 sierpnia 1977 r. 75 000 opłakujących go zwolenników
chciało ujrzeć otwartą trumnę Elvisa. W tym dniu sprzedano
20 mln płyt. Na całym świecie istnieje ponad 48 000
imitatorów Elvisa, a w 1998 założono w USA "Pierwszy
Presleyowski Kościół Świętego Elvisa". |
 |
 |
Claudia Schiffer
- bogata i ładna. W roku 1993 podpisała największą -
ze wszystkich dotąd - umowę z firmą kosmetyczną za 10,6
mln marek. |
Demi Moore
- biorąc za film 22 mln marek jest jedną z najdroższych
aktorek świata. |
 |
|
Euroforia
Wielka tęsknota ludzi za
wspólnotą
1999 jest rokiem euro: od
początku stycznia na giełdach niemieckich i europejskich wszystko
notuje się w euro.Wszyscy mówią o wielkiej wspólnocie i jedności
wszystkich narodów europejskich. Czy kieruj emy się ku złotym
czasom?
Niektóre wady w tym systemie
wskazują na to, że cele te jednak nie są takie ofiarne, jak
pragną to nam udowodnić politycy - znawcy tej strategii:
Dopiero niedawno
prasa opublikowała skandale w związku z korupcją i osobistym
bogaceniem się niektórych członków komisji Unii Europejskiej:
?Urzędnicy Komisji Unii Europejskiej systematycznie rozbudowują
i będą rozbudowywać swoją władzę n awet gdy Europa zostanie
zrujnowana? (Focus 5/99).
Międzynarodowe
firmy i banki cieszą się: nie ma granic, nie ma cła, mniej biurokratycznego
zachodu. Wielcy czynią to, o czym mały człowiek może tylko śnić:
zarabiają ogromne pieniądze. Z jednej strony niebywałe rekordowe
zyski, a z drugie j rosnąca rzesza bezrobotnych. Przepaść między
biednymi a bogatymi coraz bardziej się rozwiera.
Jedność z jednymi
odgradza od drugich:Imigranci spoza granic Europy nie są pożądani.Uchodźcy
ze znajdującej się w wielkim kryzysie Albanii uciekający do
południowych Włoch zostali po prostu wysłani z powrotem do kraju.
Niebiańskie stosunki?
Prawdziwa wspólnota tworzy
się z tęsknoty człowieka za przyjaźnią, zrozumieniem i pokojowym
współżyciem - ostatecznie z tęsknoty za ?niebiańskimi stosunkami
na tej Ziemi. Czy Europa jest odpowiedzią na to pytanie? Wspólnota
jest wewnętrzną wartością, której nie można wymusić szczególnie
zewnęskimi stosunkami? na tej Ziemi. Czy
Prawdziwa wzajemność i prawdziwa
wspólnota mają swoje początki, jak wiele innych spraw, w tym,
co najmniejsze - mianowicie w każdym z nas z osobna. Ważne jest
ostatecznie to, jak ja współżyję z ludźm i naokoło. Czy jestem
miły dla tych,którzy i tak są moimi przyjaciółmi, czy jestem
gotowy rozwinąć szacunek i przyjaźń w stosunku do wszystkich
ludzi? To, co wyrasta z takiej zasadniczej postawy jest faktycznie
?niebem na ziemi, które chrześcijaństwo pr óbuje od 2000 lat
modlitwą ?Ojcze Nasz sprowadzić na ziemię: ?Przyjdź Królestwo
Twoje... Jak w niebie tak i na ziemi. W ciągu tych 2000 lat
zabrakło niestety jednego: czynu. Bowiem Królestwo Boże nie
spada na ziemię tak sobie z nieba, lecz powstaje tam , gdzie
ludzie czynią wolę niebem
Jak można sobie wyobrazić
Naród Boży, prawdziwą wspólnotę ludzi w Jego duchu? Pewnie nie
jest nudna, gdyż oni nie prowadzą pustelniczego żywotu i nie
śpiewają też od rana do wieczora ?Alleluja. W nar odzie Boga
jeden jest dla drugiego, a każdy wnosi do wspólnoty swoje zdolności.
To twórcze działanie. Ci sami ludzie potrafią się też cieszyć,
śmiać, świętować, mają przyjaciół i żyją w pokoju z przyrodąAlleluja?.
|
| Być miłym czy głupim?
Zawsze miałem swój własny rozum i
już jako dziecko potrafiłem godzinami zajmować się samym sobą.
Jednak w kontaktach z innymi byłem niepewny.Czy oni mnie lubią?
To było moją główną troską, a byłem dość zamknię ty w sobie,
skurczony i nienaturalny. Nic nie mogłem począć z innymi, a
oni - ze mną.
Sprzysiężenie?
Gdy już myślałem, że cały
świat sprzysiągł się przeciwko mnie, zapytałem się siebie pewnego
razu: "Co ja właściwie myślę o innych?"- Wówczas zauważyłem,
że wielu ludzi poniżam w myślach stawiaj ąc się ponad nimi.
Może oni zauważają, że tak o nich myślę? Może jestem dla nich
niesympatyczny, ponieważ czują, że i ja ich niezbyt lubię? Spróbuję
teraz żyć w ten sposób: nie myśleć zbyt wiele na temat innych
i dostrzec pozytywne strony każdego człowie ka. A sobie uświadomię
jakie ja mam właściwie zdolności, talenty i dobre strony. Dzięki
temu dużo łatwiej o kontakt z tym drugim i - o dziwo - zawiera
się przyjaźń.
Tak, moi drodzy, przyjaciół
nie zdobywa się w supermarkecie, ani w Internecie, ani nawet
przez e-mail, nawet za walizkę pełną euro. Tylko jedno pomaga:
sam jestem dobrym przyjacielem i przyznaję się do moich przyjaciół,
nawet gdy mają pryszcze na nosie!
|
PRAWDZIWA SATYRA REWOLUCYJNA
Naprawdę zwierzęce:
EURO jest
tu dla Ciebie!!!
Żegnaj nudo: Teraz pojawiają się
zwierzęce instynkty. Kto chce górować, ten pakuje swoje pieniądze
w papiery wartościowe! To sprawia uciechę i napięcie podczas
wzlotów i upadków na giełdzie! Najlepsze jest to, że możesz
dokładnie tyle samo wygrać co przegrać! Pikanterii dodają krachy
na giełdach w Południowej Azji lub Ameryce. Teraz nareszcie
możesz się poudzielać w rozmowie o giełdzie wśród swoich!
Czy nie chciałeś nigdy otworzyć
budki z frytkami w Portugalii? Dzięki euro jest to nareszcie
możliwe!
Dobra wiadomość dla tych,którzy
spali na matematyce: Dzięki euro możesz szybko porównać, gdzie
coś jest korzystniejsze do nabycia - bez skomplikowanego przeliczania.
Wreszcie i ty zrozumiesz
czy płyta CD zespołu ?Modern Talking jest tańsza w Sztokholmie
czy w Castrop-Rauxel (miasto w Zagł. Ruhry - tłum.) lub, że
podkoszulka w Palma de Mallorca jest droższa niż Modern Talking?
Kupa forsy na każde szaleństwo
zakupowe. Wszyscy przyjaciele będą Ci zazdrościć!
My troszczymy się o Twoją
przyszłość!
Dlatego daj nam Twoje pieniądze
- a my Ci dołożymy!
Sponsorowane przez bank Bogaty&Piękny.
Bowiem Twoje pieniądze wiele
dla nas znaczą
|
Kli-Kla-Klamoty
"Poranny horror ubraniowy"
Codziennie rano to samo pytanie:
W co mam się ubrać? Łatwo ma ten,kto ma w szafie tylko jedną parę
jako tako czystych spodni i jeden sweter - ten nie doznaje mąk
niełatwego wyboru. Dziś na przykład: Te c zarne spodnie z koszulą
i kamizelką? Za grzecznie. Dlaczego nie mam w pogotowiu modnych
ciuchów? Kram z lat 70-tych lub coś starego, prawie postrzępionego?
Okey, wezmę krótki kaftanik z futrzanym kołnierzem. Doskonale.
Ale za krótki. Co zrobić z tymi tłu stymi udami? A więc jednak
lepiej żółte dżinsy! Są swobodne, dowcipne, nie każdy ma takie.
Ale wyglądają nieco jak spodenki dziecięce. To może to samo, co
wczoraj: czarne spodnie, czarny sweter, w tym ubiorze nie ma nic
niestosownego.
Wieczorem to samo: Kino a potem balanga - w co się ubrać?
Odlotowo czy swobodnie? Praktycznie, wytwornie, w zwariowany sposób?
Kto będzie z nami, kogo spotkam, jakie on będzie miał zdanie o
mnie? To wszystko chcę uwzględnić, bo "jak cię widzą tak
cię piszą". Problem ubioru jest więc bardzo zajmujący. Tkwi
bowiem w pytaniu "W co się mam ubrać?" cały szereg pytań
pędzących błyskawicznie przez nasz mózg. Pewnie często chodzi
tu o praktyczne rozważania - jak si ę ubrać do teatru a jak do
pracy - ale często rozważa się, co pewni ludzie będą uważać za
dobre, a co nie. Czy demonstruję mały teatrzyk w nadziei otrzymania
oklasków za dobre kostiumy? Z własną osobowością lub charakterem
nie ma to oczywiście nic wspóln ego.
Wszystko jedno?
Na szczęście nie zawsze sobie
to tak komplikujemy. Niekiedy rankiem mamy po prostu to pewne
uczucie ?Dziś ubieram się na żółto, wkładam żółte spodnie i czuję
się po prostu dobrze - obojętnie, co kto myśl i. A takie dni przebiegają
najczęściej optymalnie gdyż właśnie nie jest obojętne, co mam
na sobie. Kiedy czuję się dobrze w swoich ciuchach, wówczas zaoszczędzam
sobie takich powtarzających się myśli jak głupio wyglądam, a jak
wspaniale inni są ubrani. Je stem wtedy pewniejsza siebie, zadowolona,
a w szkole lub w pracy bardziej skoncentrowana i wszystko dobrze
mi się układa. Warto więc uzyskać jasność, co mnie się dziś podoba,
niezależnie od zdań innych. Od czasu do czasu opłaca się mała
inwestycja we wła sną garderobę, nawet jeśli mam mało pieniędzy.
Za to zaoszczędzam na czekoladzie przeciw frustracji, pocieszających
frytkach i dziś-sobie-na-coś-pozwolę-CD. Na dłuższą metę to się
zwróci...
I jeszcze coś: czy już stwierdziliście,
że ubrania nie tylko sprawiają, że jest się kimś, ale mają wpływ
na myśli, zachowanie, gestykulację i samopoczucie w ciągu całego
dnia? Eksperyment w tym zakre sie jest ciekawą sprawą: jak czuję
się w moich starych dżinsach, a jak w bardziej wytwornym ubraniu?
Jak siedzę przy stole kiedy mam na sobie coś delikatnego, a jakie
prostackie jest zachowanie gdy jadam śniadanie w piżamie? Interesujące
są także następu jące sytuacje: w tenisówkach i luzackich dżinsach
"fajowe" powiedzonka łatwiej wypływają z ust, a moja
tendencja nagadania drugiemu jest ogromna. A gdy chodzę wyłącznie
w takich ubraniach jak inni oraz kieruję się tym ci modne, wówczas
przyjmu ję także mniemania i poglądy masy zamiast wyrobić sobie
własne zdanie.
Tak, jak myślę, tak się ubieram
- i na odwrót - to, co zewnętrzne, ma wpływ na myśli, samopoczucie
i zachowanie. Nie wierzysz w to? Wypróbuj!
Logiczne, że wytworne spodnie
nie sprawią przez jedną noc, że staniemy się szlachetnym człowiekiem
o silnym charakterze, ale mogą pomóc i obudzić to, co w nas szlachetne
i silny charakter - wydobyć to na wierzch musimy już sami. |
Wyłącznie
dla Rewolucjonisty:
Wywiad z
autorem książki Christianem Sailerem
Z ochrony przyrody do proroctwa
Adwokat dr Christian Sailer stał
się znany szerszej publiczności w latach 80 w procesach o wielkie
państwowe przedsięwzięcia: występował w imieniu organizacji
ochrony przyrody Greenpeace w rozprawach przeciw u rządzeniom
do obróbki materiałów radioaktywnych w Wackerdorf, walczył,
jako oskarżyciel po stronie gospodarstw ekologicznych, o więcej
bezpieczeństwa przy korzystaniu z energii jądrowej i bronił
kilku poszkodowanych gmin w sporze wokół planowanego lotnis
ka Monachium II.
Obecnie Sailer wzbudził sensację
swoją niedawno wydrukowaną książką: "Knowanie Żmii a działanie
gołębicy - Proroctwo Boże na przełomie czasu". "Rewolucjonista"
ma okazję aby się o to zahaczyć:
Rewolucjonista:
Panie Sailer, dawniej walczył Pan aktywnie w obronie przyrody,
dzisiaj pisze Pan na temat "Proroctwo Boże na przełomie
czasu". Renomowany, krytyczny adwo kat wierzy w proroctwo
- czy nie jest to nieco osobliwe?
Dr Sailer:
Całe życie jest pełne przygód - szczególnie wtedy, gdy chodzi
o znalezienie prawdy i sensu życia. Z zawodu, a także jako zwykły
człowiek nie od razu wierzę we wszystko, co mi się opowiada.
Ale wiele zajmowałem si ę zagadnieniami filozoficznymi i ezoterycznymi
oraz możliwością nawiązywania kontaktu ludzi z duchowym światem.
W tej sprawie doszedłem do wniosku, że taka komunikacja faktycznie
się odbywa. I jeśli wierzę w to, że Bóg dziś przemawia przez
proroka - w ty m przypadku przez kobietę, a więc prorokinię
- to jest dla mnie oczywiste aby to
rozpowszechnić.
Rewolucjonista:
O prorokach słyszy się tu i ówdzie. Skąd ma Pan pewność, że
to prawdziwe proroctwo?
Dr Sailer:
Decyduje o tym zawartość proroctwa i sposób, w jaki jest przekazane
przez prorokinię: wypowiedzi dotyczące wielkich problemów ludzkości
- sens naszego ziemskiego życia, życia po śmierci, kim lub czym
jest Bóg - s ą same w sobie logiczne. Prorokini to nie medium
w transie, otrzymując wewnętrzne słowo wypowiada je w stanie
pełnej świadomości. Prowadzi ona życie skromnej służki Bożej,
której wierzy się w to, co ona mówi.
Rewolucjonista:
Dlaczego Bóg przemawia akurat teraz przez proroka?
Dr Sailer:
Kto zajmuje się fenomenem proroctwa Bożego ten wie, że proroctwo
istniało we wszystkich czasach - szczególnie wtedy, kiedy szykował
się przełom czasu. Tak też jest obecnie; każdy czujny współczesny
człowiek rozpo znaje, że nasza cywilizacja przechodzi ciężki
kryzys i że sfera ekologiczna Ziemi ulegnie załamaniu. U wielu
ludzi rozbudziła się także świadomość wielkiej zmiany, niejedni
widzą przyczymę tego w przejściu z ery Ryby w erę Wodnika. Jeśli
Bóg istnieje i p rzemawia w szczególnych sytuacjach przez usta
prorocze do ludzkości wówczas jest zrozumiałe, że czyni On to
i dziś.
Bóg chciałby ludzkość rozbudzić.
Poza tym dzieje się to, co Jezus z Nazaretu zapowiedział 2000
lat temu: "Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz
nie zdołalibyście tego znieść. Kiedy jednak przyjdzie On, Duch
Prawdy, wprowadzi was w całą prawdę."
Rewolucjonista:
Tytuł książki jest tajemniczy: Kto jest gołębicą, a kto żmiją?
Dr Sailer:
Gołębica jest symbolem Ducha, a żmija symbolem przeciwnika Boga.
Rewolucjonista:
Czy ktoś przyznający się do chrześcijaństwa lub chcący nawet
urzeczywistnić naukę Jezusa z Nazaretu nie płynie w dzisiejszym
czasie pod prąd?
Dr Sailer:
Faktycznie takiemu wieje wiatr w oczy, wiatr stworzony przez
Kościół, wiatr duchowej obojętności, która kieruje zainteresowanie
przede wszystkim uciechami materialnego świata - przesuwając
pytanie o Boga i zaświa ty w sferę śmierci.
Rewolucjonista:
Jakie były dotychczas reakcje czytelników na Pana książkę?
Dr Sailer:
Zadziwiająco pozytywne, wielu opis dzisiejszego proroctwa wydaje
się bardzo zrozumiały a przytoczone w tej książce wypowiedzi
proroka bardzo interesujące. Było oczywiście kilka negatywnych
sygnałów jak to zwykle bywa, kiedy wypowiedzi nie pasują do
aktualnych trendów.
Rewolucjonista uważa,
że książka jest niesłychanie zajmująca! Dlaczego?
Autor napina łuk życia Jezusa
z Nazaretu, największego rewolucjonisty wszystkich czasów, poprzez
prachrześcijańskie ruchy, mistyków i heretyków aż do proroctwa
Bożego obecnego czasu - z wieloma wyciągami z oryginalnych objawień
obecnego czasu.
|
W centrum
zainteresowania:
O matkach, ojcach i innych nieuniknionych
przykrościach
Nasi rodzice: dobre lub
niedobre przykłady, ciemiężyciele czy wsparcie, otulenie czy
więzienie, dawcy pieniędzy czy nie, przyjaciele czy wrogowie?
Żaden człowiek nie ma takiego wpływu na nasze życie j ak rodzice.
Oni umożliwiają nam start w życie przekazując nam nie tylko
swoje geny, lecz także swe wyobrażenia, mniemania, nastawienia,
które albo przyjmujemy, albo buntujemy się przeciwko nim. Oni
przyczynili się do naszego szczęśliwego dzieciństwa lub są winowajcami
naszego nieszczęśliwego dzieciństwa. Nie możemy się od nich
uwolnić albo chcemy jak najszybciej odejść. Czyż nie?
"Takim nigdy nie chciałbym
być"
Czasem jest to po ptostu
nie do wytrzymania: moja matka albo ojciec tak mnie denerwują,
że jestem wściekły. Gotuje się we mnie kiedy tylko ich widzę.
Zabraniają mi połowy wszystkiego, co mnie cieszy. Urządzają
teatr gdy wracam niepunktualnie do domu, uszczypliwie krytykują
mój ubiór i stale mają rację. I nagle ktoś do mnie mówi: "Jesteś
wyjątkowo podobny do swojej matki!" "Nie" odpowiadam
"wykluczone!" i jestem o tym mo cno przekonany: nie
chcę być nigdy takim jak moi rodzice! ...A po kilku latach stwierdzam
zażenowany, że zachowuję się podobnie: Jestem wściekły, gdy
muszę czekać pół godziny dłużej niż to było umówione. Moim przyjaciołom
stale daję jakieś rady jak się m ają ubrać i w ogóle wiem zawsze
wszystko lepiej. Tak, kto jest winny tego, że jestem taki jaki
jestem? Oczywiście moi rodzice, bo dzięki komu taki się stałem?
Czyż nie?
I ponownie mogę powziąć decyzję:
albo przez wiele lat robić rodzicom zarzuty i mijać się ze swoim
życiem, albo zmienić to, co mi we mnie przeszkadza biorąc swoje
życie we własne ręce. Efekt uboczny t ych starań: wyłania się
zrozumienie dla rodziców na skutek wysiłku i pracy przy pozbywaniu
się własnych błędów.
|
 |
| Moja matka powiedziała:
"Możesz używać życia ile dusza zapragnie pod warunkiem,
że będziesz się przyzwoicie zachowywać". Czy widzisz
w tym jakąś logikę? |
| "Na pomoc, moi rodzice są
kołtunami"
Zadajemy Gabrieli, prorokini
dzisiejszych czasów, pytania odnośnie powyższego tematu. Ona
wyjaśnia nam: "Gdybyście mogli porównać dzisiejszą generację
dobrobytu z dawniejszą generacją, wtedy mielibyście w ięcej
zrozumienia dla waszych rodziców, ewentualnie dla dziadków.
Właśnie w czasach dziadków istniały ściśle obowiązujące formy
towarzyskie; to należało zostawić, a tamto należało uczynić.
Dzieci, a także młodzież, miały na ogół mało wolności osobistej.
Powinny być posłuszne i grzeczne, a więc pasujące.
Tymi moimi słowami pragnę
wzbudzić w Was wyrozumiałość dla Waszych rodziców. Może nauczycie
się rozmów z młodzieżą i z Waszymi rodzicami. Zrozumcie swoich
rodziców. Wtedy będziecie mogli pojąć i przeżyć dlaczego są
tacy, kiedy właśnie tak reagują. Szczere starania z obu stron,
szczególnie od Was, młodych, z Waszym światem wyobrażeń, zniosłyby
niejeden z sądów o nich, jak, np.: >dziwaczny< i >niekompetentny<.
Pomogłoby to Wam zobaczyć Was i W aszych rodziców jako tych,
którymi jesteście: starsze i młodsze rodzeństwo wspólnie idące
przez to ziemskie życie, połączeni przez niejeden pozytyw..."
Obszerniej na ten temat można
poczytać w bezpłatnej broszurce "Młody człowiek i prorok".
Dalsze tematy: wybór zawodu, zabójczy sport, kim lub czym jest
Bóg?, "Sex, drugs and Rock'n'Rol l" itp.
Można zamówić pocztą lub przeczytać w Internecie.
|
Święta broń?
Kardynał Meisner wyjaśnił
na mszy, że "chwalącemu Boga żołnierzowi" można "ze
spokojnym sumieniem udzielić odpowiedzialności za życie i śmierć
innych, ponieważ są oni niejako ubezpiecze ni przez świętość
Boga". Dalej mówił: "W modlących się rękach broń jest
zabezpieczona przed nadużyciem".
Cytat z "Białego Konia"
("Das Weisse Pferd")
- gazety dla czujnych współobywateli.
(www.das-weisse-pferd.com)
Komentarzyk: Jezus z Nazaretu
powiedział: "Kto mieczem wojuje ten od miecza ginie".
Kto teraz ma rację? Na kogo powoływał się kardynał? Chyba nie
na Jezusa z Nazaretu...
|
SKRZYNKA POCZTOWA
Do Rewolucjonisty!
Uważam, że Wasza gazeta jest superacka,
przede wszystkim styl, jakiego używacie, i gratuluję wielu sprawozdań
z osobistych doświadczeń - zaprezentowanych w ciekawy sposób.
Miałabym jednak uwagę odnośn ie tematów dotyczących Kościoła.
Niektóre relacje są szczerą prawdą kiedy lądują wprost na biskupim
stole, jednak jak mogą czuć się ci przyznający się do Kościoła,
ale nie są poinformowani o jego machinacjach; być może czują
się bezpośrednio zaatakowani. Powinno się lepiej wyjaśnić dlaczego
w ogóle piszecie na temat Kościoła.
Eva z Arnstein
Kochani młodzi prachrześcijanie,
Wasza gazetka jest orzeźwiająca,
tryska dowcipem i jest lekka w czytaniu.
Ale jest tu, tzw. włos w
zupie: dajcie Watykanowi spokój. Słowami jak "inkwizycja"
i "chciwość na pieniądze" sami ściągacie waszą delikatną
gazetkę w dół. Niech inni zajmują się speku lacjami giełdowymi
i skarbami Indian, nie obciążajcie się tym sami. Już Biblia
powiada: "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni".
Potraktujcie Waszą gazetkę jak balon z gorącym powietrzem, który
wznosi się coraz wyżej im więcej zrzuci balastu.
Berndt Menzel, Stuttgart
Komentarzyk:
Ujawnić etykietowy szwindel!
Redakcja "Duchowego
Rewolucjonisty Chrystusa" chciałaby wyjaśnić, że nie mamy
nic przeciwko ludziom chodzącym w niedzielę do kościoła i wierzącym,
że tam można znaleźć Boga. Nie żywimy także ża dnych złych uczuć
wobec wierzących ludzi wewnątrz instytucji kościelnej, którzy
w swoim życiu starają się urzeczywistnić naukę Jezusa z Nazaretu.
Nie mamy także nic przeciwko katolickim lub ewangelickim instytucjom.
Ale mamy coś przeciw, jeśli oni powoł ują się na Jezusa Chrystusa,
mając z jego Prawdą mało albo i nic wspólnego (grożenie wiecznym
potępieniem, wyprawy krzyżowe i palenie czarownic w średniowieczu,
prześladowanie ludzi myślących inaczej w czasach obecnych, błogosławienie
broni - wszystko w imieniu Boga...) albo mieszają imię Chrystusa
z pogańskimi ceremoniami i kultami jak ołtarz, Matka Boska,
niepokalane poczęcie, jajka wielkanocne, choinka.
Coraz więcej ludzi, szczególnie
młodych, odchodzi z Kościoła. Wielu, kiedy słyszą słowo "Chrystus",
myśli o Kościele, księżach i czyśćcu - a nie o rewolucjoniście
z Nazaretu, który powiedzi ał: "Wy sami jesteście świątynią
Boga". Dlatego gazeta "Duchowy Rewolucjonista Chrystus"
postawiła sobie za cel zrehabilitować Chrystusa i ujawnić oszustwo
kościelnych etykiet!
|
|