Zwierzęta w Kosowie:

Ślepe, rozszarpane, okaleczone, martwe,...

"Przy każdym bombardowaniu przychodzą mi na myśl nie tylko nie dające się opisać cierpienia ludzi, ale myślę też o niewinnych zwierzętach, rozrywanych przez wybuchy lub konające w niewyobrażalnych cierpieniach. ...Tam śpiewa ptak, tu kos buduje gniazdo, robak wysuwa się z ziemi, zając skacze powoli po polu, wszędzie uwidacznia się życie. Siła stworzycielska jest wszechobecna w przyrodzie; jest to ten wielki Duch, który wszystko przenika, który jest życiem.

Nie zważając na tę wielką siłę w przyrodzie bombarduje się ją. Ptak został rozszarpany, kos ma złamane skrzydło, może je nawet stracił, swego gniazdka nie może już uwić ani wysiadywać jajek; robak leży martwy na ziemi; zając jest ślepy i nie ma już przednich łap; sarna straciła jedną nogę i leży jęcząc obok martwego, okaleczonego ciała swojego towarzysza na polu; pszczoła nie brzęczy już; drzewu ścięto głowę - straciło koronę, roztrzaskany pniak sterczy ku niebu; kwiatostany drzewa leżą rozrzucone na ziemi. Przyroda oskarża!

Tak jak ludzie, świątynie Boga na tych obszarach wojennych są dręczeni, stają się inwalidami lub są zabijani, tak i przyroda jest bombardowana, nikt się nie troszczy o to, jak się wiedzie bliźniemu lub jak z tego powodu cierpi przyroda..."

Urywki z broszury "Prorok" nr 14 pt. "Ateista - przyjaciel proroka?"(całość po angielsku lub niemiecku)


Kot i kiełbasa
albo jeden dzień jak każdy inny...

Jest przepiękny letni wieczór, a powietrze jeszcze ciepłe podczas jazdy do domu. Oczywiście pojawia się wtedy uczucie wolności i dodanie gazu w takiej sytuacji jest czymś najnaturalniejszym na świecie. Nagle myszka przebiega przez ulicę. Hamuję gwałtownie mając nadzieję, że jej nie dosięgnąłem. Kiedy zawożę brata do domu, nagle wbiega mi przed wóz kot goniący motyla. "O mały włos", myślę sobie "pewnie dzisiaj należy jechać wolniej, aby nie jechać po trupach."

Wszystko pięknie, ładnie, lekko przygaszony jadę dalej odpowiednio wolniej. I przyszło tak, jak przyjść musiało - nie zmyślone ani nie skłamane: zając skoczył z lewej na jezdnię i gdyby na środku pasa nie zaczął kluczyć i nie zawrócił, byłoby za późno. Powoli zamyślam się. "Przecież to niemożliwe - tygodniami nie widzi się zwierząt na ulicach, kot i kiełbasaa teraz wszystkie naraz biegają przed samochodem jakby się zmówiły". Krótko przed moim przybyciem do domu czarny kot wkracza na ulicę i zmusza mnie do ostrego hamowania. W domu wpadam do pokoju nie mogąc powstrzymać łez. Pojawiają się we mnie nagle obrazy jak ułożyliśmy przejechanego kota na łące. Miał silne drgawki aż wreszcie zdechł. Cały wieczór byłem wtedy wstrząśnięty nie mogąc zapomnieć tego przeżycia. Odtąd często przed jazdą samochodem modliłem się o to, abym nie przejeżdżał zwierząt. Ale jak, na miłość boską, zrozumieć dzisiejsze zdarzenia? Przypadków nie ma. I tak zacząłem przewijać w myślach dzisiejszy dzień. Natychmiast zobaczyłem siebie podczas poczęstunku zorganizowanego na pożegnanie jednej koleżanki z pracy, delektującego się kiełbasą. Dziwne: z powodu tej kiełbasy także musiało umrzeć jakieś zwierzę, możliwe, że w jeszcze większych mękach aniżeli ten przejechany kot - mimo to tym zaszokowany nie byłem.

Jest przepiękny letni wieczór, a powietrze jeszcze ciepłe podczas jazdy do domu. Oczywiście pojawia się wtedy uczucie wolności i dodanie gazu w takiej sytuacji jest czymś najnaturalniejszym na świecie. Nagle myszka przebiega przez ulicę. Hamuję gwałtownie mając nadzieję, że jej nie dosięgnąłem. Kiedy zawożę brata do domu, nagle wbiega mi przed wóz kot goniący motyla. "O mały włos", myślę sobie "pewnie dzisiaj należy jechać wolniej, aby nie jechać po trupach."

Wszystko pięknie, ładnie, lekko przygaszony jadę dalej odpowiednio wolniej. I przyszło tak, jak przyjść musiało - nie zmyślone ani nie skłamane: zając skoczył z lewej na jezdnię i gdyby na środku pasa nie zaczął kluczyć i nie zawrócił, byłoby za późno. Powoli zamyślam się. "Przecież to niemożliwe - tygodniami nie widzi się zwierząt na ulicach, a teraz wszystkie naraz biegają przed samochodem jakby się zmówiły". Krótko przed moim przybyciem do domu czarny kot wkracza na ulicę i zmusza mnie do ostrego hamowania. W domu wpadam do pokoju nie mogąc powstrzymać łez. Pojawiają się we mnie nagle obrazy jak ułożyliśmy przejechanego kota na łące. Miał silne drgawki aż wreszcie zdechł. Cały wieczór byłem wtedy wstrząśnięty nie mogąc zapomnieć tego przeżycia. Odtąd często przed jazdą samochodem modliłem się o to, abym nie przejeżdżał zwierząt. Ale jak, na miłość boską, zrozumieć dzisiejsze zdarzenia? Przypadków nie ma. I tak zacząłem przewijać w myślach dzisiejszy dzień. Natychmiast zobaczyłem siebie podczas poczęstunku zorganizowanego na pożegnanie jednej koleżanki z pracy, delektującego się kiełbasą. Dziwne: z powodu tej kiełbasy także musiało umrzeć jakieś zwierzę, możliwe, że w jeszcze większych mękach aniżeli ten przejechany kot - mimo to tym zaszokowany nie byłem.

Z powrotem do spisu treści
Z powrotem do archiwum

 

Duchowy rewolucjonista Chrystus
[Strona główna] [Archiwum]
URL: http://www.revo.org
eMail:info@revo.org
(c)1997-2000 The Revo

Error 500 - Internal server error

Error 500 - Internal server error

Ein interner Fehler ist aufgetreten!
Bitte versuchen Sie es zu einem späteren Zeitpunkt.